Jeszcze do niedawna opinie, że dziecko powinno wychowywać się tylko w pełnej rodzinie, uważano za jedyną słuszną tezę. Dziś dopuszcza się także, choć niechętnie, inne możliwości – wychowanie dziecka przez jednego rodzica bądź rodziców homoseksualnych (to ostatnie, wciąż jeszcze nie w Polsce, niestety).
Kształtowanie postaw małego człowieka nie jest łatwą sprawą. Na rodziców czyha mnóstwo pułapek, od niebezpieczeństw i lęków związanych z pierwszą i nieuniknioną samodzielnością dziecka (przedszkole, szkoła), przez zagrożenia ze strony grup rówieśniczych po uzależnienia od Internetu i używek. Nie ma wątpliwości, że każdy problem podzielony na dwoje, ujmuje ciężaru. Trudniej, gdy w procesie wychowawczym bierze udział – z konieczności lub wyboru – tylko jedna osoba. Dodajmy, że najczęściej jest nią kobieta. To z kolei wina polskich sądów, które stereotypowo, bez zbytnich namysłów w sytuacji rozwodu oddają pieczę nad dzieckiem jego matce. Winni są także ci rodzice, którzy urzędowo pozbywając się obowiązku sprawowania codziennej opieki nad małoletnim synem czy córką, nie widzą powodu, by angażować się w życie dziecka. Niestety, sytuacje takie nie należą do wyjątków. Instytucja niedzielnych tatusiów wciąż jest w Polsce obecna i świetnie się miewa. Ojciec pojawia się w życiu dziecka raz na tydzień i oferuje mu niezobowiązującą rozrywkę, najczęściej w postaci kina i obiadu w MacDonalds. A z całym trudem wychowania pozostaje matka.
Gorszy zły ojciec niż żaden
Sytuacja trudna i niewdzięczna, ale dająca również sporo możliwości. Wychowując dziecko w pojedynkę nie jesteśmy skazane na konflikty z jego ojcem w zakresie różnych wyborów. To my decydujemy o linii wychowania i my zbieramy laury w przypadku powodzenia naszych starań. Możemy również wejść w głęboką więź z dzieckiem, bo przecież jesteśmy tylko we dwójkę i nie musimy dzielić się uczuciami, czasem i uwagą z innymi.
Korzyści z wychowania dziecka przez jedną osobę są spore, choć dotyczą przede wszystkim sfery emocjonalnej. Do minusów, znacznie bardziej odczuwalnych na co dzień, należy zaliczyć brak podziału obowiązków domowych, trudności w zajmowaniu się dzieckiem podczas choroby (częsty dylemat matek: iść na zwolnienie lekarskie czy zostać z chorą pociechą w domu) oraz wszystkie troski i kłopoty, które siłą rzeczy musimy dźwigać same.
Jestem przeciwniczką teorii, że lepszy jakikolwiek ojciec niż żaden. Wychowanie w atmosferze wiecznych napięć i konfliktów między dorosłymi, o patologiach nie wspominając, przynosi więcej szkód niż pożytku.
Jak gąbki
Dzieci są jak gąbki, w niewiarygodny sposób chłoną wszystko, czego są świadkami. Lepiej więc, aby wyrastały w klimacie zgody, spokoju i akceptacji, nawet płynącej tylko ze strony jednego rodzica, niż miały przekonanie, że są balastem dla matki i ojca – bo jedynym, wymuszonym elementem, bez którego małżeństwo dawno by się rozpadło.
I jakkolwiek popieram i bardzo cenię matki wychowujące samodzielnie dzieci, to kwestię decydowania się na posiadanie dziecka tylko dla własnych korzyści (odrzucając z góry rolę ojca) uważam za nieporozumienie. Nie wolno podchodzić do małego człowieka jak do ulubionej maskotki, nie wolno także ratować się w ten sposób przed samotnością. Wychowanie dziecka to wielkie wyzwanie i trzeba zdać sobie z tego sprawę, zanim przyjdzie ono na świat. To w końcu nie dzieje się samo, bez naszego udziału. Świadome rodzicielstwo, mądre i przemyślane jest gwarancją udanego startu dziecka w dorosłość. Nieszczęśliwi, sfrustrowani rodzice mają marne szanse na wychowanie świadomego swojej wartości człowieka.
Magda Wieteska