Chucha i dmucha na ukochanego jedynaka, czy może dba o niego z największą starannością, aby wyrósł na mądrego, zadowolonego z życia człowieka? Niestety, choć cel obie mamy mają taki sam, żadna z nich go nie osiągnie. Dlaczego? Zobaczcie sami.
Maria długo czekała na dziecko. Próbowała z mężem wszystkich metod, aż w końcu pogodziła się z tym, że nigdy nie przytuli do serca maleńkiego ciałka. I wtedy nadszedł cud, a raczej – jak mówią psycholodzy – psychiczne wyzwolenie spod presji zajścia w ciążę i Maria zobaczyła na teście ciążowym upragnione dwie kreski. W ciąży dbała o siebie tak bardzo, że aż wzbudzała tym śmiech znajomych. – Niech się śmieją, nie przeszli tego, co my – odpowiadała na nieśmiałe pytania męża, czy rzeczywiście trochę nie przesadza z tą ostrożnością. I w końcu stało się – na świat przyszedł Krzyś.
Był oczkiem w głowie całej rodziny, ale najbardziej, jak się można domyślić, ukochanym synkiem mamy. Maria pragnęła dać mu wszystko, co najlepsze. Zrezygnowała z kariery, uważając, że prawdziwy cud wychowania kryje się w codziennym obcowaniu z dzieckiem. Kiedy mąż próbował zastąpić ją w opiece, proponując, by trochę odpoczęła, zaprzeczała zmęczeniu. Liczył się tylko Krzyś, dla niego można było ze wszystkiego zrezygnować, bo swoim istnieniem wynagradzał Marii wszelkie deficyty.
Dzieciństwo jak z bajki
Maria jest oczytaną kobietą. Ma teoretyczną wiedzę na temat właściwej pielęgnacji dziecka i troski o jego emocje. A jednak książkowe poradniki niewiele ją nauczyły. Wolała wychować dziecko może wbrew zasadom, ale za to z wielką miłością, maksymalną uwagą i czasem bez żadnych ograniczeń.
Dzieci są pojętne i uczą się w szybkim tempie, szczególnie tego, na co mogą sobie w relacji z najbliższymi pozwolić. Nie są też z zasady szczególnie pracowite, bo przecież od obowiązków przyjemniejsza jest zabawa.
Maria chciała, aby dzieciństwo jej syna przypominało piękną bajkę. A w pięknych bajkach dzieci nie sprzątają po sobie, nie dosięgają ich konsekwencje złych zachowań – w bajkach wszystko jest kolorowe, wspaniałe i nie ma happy endu, bo szczęście trwa cały czas.
Krzyś dorastał. Kiedy zaczęła się szkoła, z zaskoczeniem spostrzegł, że nie jest ósmym cudem świata dla kolegów i nauczycieli. Buntował się na to, ale troskliwa mama w domu koiła jego smutki i wątpliwości. Nie było żadnych kar i... żadnych zasad.
Bez zasad i obowiązków
Szesnastoletni Krzyś nadal nie ścielił swojego łóżka, nie sprzątał swojego pokoju, o wynoszeniu śmieci czy pomocy w domu nie wspominając. Czy był leniwy? Może i tak, ale przede wszystkim nie musiał dbać o nic poza szkolnymi obowiązkami. Pokazywał więc coraz częściej rogi, przez co nie zyskiwał sympatii otoczenia. Ale w domu wynagradzany był za wszystkie frustracje doznawane na zewnątrz. Krzyś był piękny, wybitnie inteligentny, z niesamowitym poczuciem humoru – tak przedstawiała go Maria. Czy wierzył w zapewnienia matki? Pewnie po części tak, bo nigdy nie pojawił się u niego problem z brakiem poczucia samoakceptacji. Uważał za to, że wszyscy, którzy nie doceniają jego zalet, to zwyczajne głupki, z którymi nie warto trzymać sztamy.
Dorosły Krzysztof, czyli nadal Krzyś
Krzyś dorastał więc sam. No prawie sam, bo przecież jak nieodłączny cień towarzyszyła mu mama. Zwiedzili razem niezły kawałek świata. Nowy sprzęt grający, nowe ekskluzywne ciuchy? Oczywiście – przecież Krzyś na to zasługuje, na wszystko, co najlepsze.
Dziś Krzyś, a raczej Krzysztof, ma 38 lat. Skończył studia, ale nie zhańbił się jeszcze żadną pracą. Po co? W domu ma wszystko, czego potrzebuje. Własny pokój, pełny wypas żywieniowy, a dodatkowo mama zaopatruje go co miesiąc w „kieszonkowe” o wartości średniej pensji krajowej.
Maria nie widzi w swojej postawie nic złego. – Przecież go nie trzymam na siłę. Gdyby było mu źle, znalazłby pracę, usamodzielnił się, wyprowadził. Skoro tego nie robi, to chyba znaczy, że taki układ mu pasuje? – odpowiada pytaniem.
Bez kobiety, bez rodziny
A Krzyś, tfu, Krzysztof?
- Jest jak jest, nie ma co narzekać – mruczy, sięgając po kolejną płytę dvd. Obejrzał już wszystkie filmy o Afryce, która jest jego pasją. Lubi kino, książki, ma swoje preferencje muzyczne. No i czas i pieniądze, by realizować pasje. Ostatnio pojechał na wycieczkę do Tanzanii.
Czy nie myśli o kobiecie, dziewczynie?
Miał kilka, ale żadna nie zaakceptowała jego mamy. A bez tego Krzyś się nie pisze na bliższe znajomości. Jak go przyszpili, po prostu idzie do agencji albo umawia się na niezobowiązujący seks z jakąś panną z czatu.
Poza tym nie pije, nie pali, nie używa narkotyków. Rodzice cieszą się z tak spokojnego dziecka w domu, a „dziecko” ma wieczne wczasy.
Nadopiekuńczość Marii w wersji hard niewiele różni się pod względem konsekwencji, a dokładniej krzywd wyrządzonych dziecku od zbytniej troskliwości innych matek-kwok. Bo każda z nich, nie dając swojej latorośli odpowiedniej do wieku samodzielności, swobody w dokonywaniu wyborów, a przede wszystkim nie ustalając zasad obowiązujących dziecko, wychowuje je na niedojrzałego psychicznie człowieka. Taką emocjonalną kalekę.
Magda Wieteska