Rodzice kochają swoje dzieci, ale mimo to (a może właśnie dlatego) często popełniają błędy wychowawcze. Tutaj jak nigdzie sprawdza się zasada, że nie błądzi tylko ten, kto nic nie robi. Warto jednak wiedzieć, czego unikać – by po latach nie pluć sobie w brodę, lub nie być zmuszonym prosić dziecka o wybaczenie.
Zbyt rzadko mówimy dziecku, że je kochamy i nie okazujemy uczucia w inny sposób (przytulanie, głaskanie, tulenie). To dla 99,9 procent rodziców jest oczywistością, więc uznajemy, że dziecko wie o naszej miłości. Nic bardziej mylnego – dziecko musi słyszeć regularnie, że jest dla nas ważne, że je kochamy. Nie tylko po to, by w to wierzyło. Mówiąc o swojej miłości i ją okazując gestami uczymy dziecko „jak to się robi”. Jeśli tego zaniechamy – wychowamy emocjonalnego kalekę, który w przyszłości nie będzie umiał ani mówić o uczuciach, ani ich okazywać.
Zbyt często krytykujemy dziecko i wytykamy mu błędy. – Nie rób tak! Znowu nie posprzątałeś! Dlaczego nie umyłaś rąk? – w domach czasami wydaje się, że nie milkną pretensje rodziców do dzieci. Rodzice uważają (słusznie) że mają prawo i obowiązek zwracać uwagę dziecku, jeśli postępuje nie tak, jak powinno. Ale po pierwsze, czasem warto odpuścić i nie kruszyć kopii o drobiazgi. Po drugie – każdą uwagę można przekazać w sposób pozytywny, który nie ustawi dziecka na pozycji „wysłuchującego”. Bo umówmy się – mało kto lubi być karcony, a dziecko pod tym względem nie różni się niczym od dorosłego.
Generalizujemy. – Nigdy nie sprzątasz pokoju! Zawsze muszę to za ciebie robić! To błąd nie tylko wychowawczy ale jeden z symptomów braku podstawowych umiejętności komunikowania się z innymi. Nie można generalizować, ani w rozmowach z partnerem, ani z szefem, ani z własnym dzieckiem.
Nie zwracamy uwagi dziecku i nie reagujemy, jeśli nagannie się zachowuje. To paradoks, ale czasami ci sami rodzice, którzy są skłonni wytykać rozlaną wodę w łazience, przymykają oko, gdy ich trzylatek tłucze inne dzieci w piaskownicy łopatką, lub obsypuje je piaskiem. Rodzice uważają, że dziecko jest zbyt małe, albo – że po prostu „takie jest życie” i dzieci same rozwiązują swoje problemy. To nie jest prawda. Dziecko, nawet dwuletnie, nie jest zbyt małe by usłyszeć, że źle się zachowuje (i żeby zostać zabrane z piaskownicy lub placu zabaw do momentu powrotu do grzecznej formy). I na pewno dzieci same nie nauczą się, że nie wolno bić. To muszą im uświadomić dorośli.
Zbyt chętnie oddajemy opiekę (władzę) nad dziećmi elektronicznym nianiom. Chodzi tu oczywiście o TV, a w przypadku dzieci kilkuletnich – również o komputer. Zarówno telewizor jak i komputer same w sobie nie są niczym złym. Jednak rodzice powinni razem z dziećmi przynajmniej raz obejrzeć bajki, które im puszczają – i zawsze wiedzieć, co ich dziecko ogląda, co myśli o bohaterach. Rozmawiać o bajkach, o grach komputerowych, o emocjach. Inaczej bardzo szybko może okazać się, że stracimy dziecko na rzecz świata wirtualnego.
Nie wyznaczamy dziecku granic. To zaczyna się już w pierwszym roku życia – dziecko musi słyszeć, że czegoś nie wolno. W przeciwnym razie samo będzie eksplorować świat i badać cierpliwość rodziców, próbując wymuszać różne zachowania. Dwulatek musi usłyszeć, że nie kupimy zabawki za każdym razem, gdy jesteśmy w sklepie – nawet jeśli ma na to zareagować gwałtownym atakiem histerii. Wystarczy raz lub dwa znieść taki atak – zignorować go, by dziecko pojęło, że „nie tędy droga”, że w tym miejscu rodzice postawili szlaban. Poznanie takich granic stwarza dziecku poczucie bezpieczeństwa.
Stawiamy zbyt wiele zakazów. Czasami rodzice przesadzają w drugą stronę. Dziecko nie może dotykać bibelotów (to dlaczego stoją one w zasięgu jego rączek?), nie może bawić się garnkami, nie wolno rozwinąć rolki folii czy bawić się papierem toaletowym. W zasadzie – dlaczego? Żaden z tych zakazów nie ma sensu. Jeśli zaś rodzicom zależy, by dziecko czegoś nie dotykało – powinni usunąć to z zasięgu rażenia małego człowieka. Jeśli zakazów jest zbyt dużo, znaczenie tracą również te poważne. Dziecko rośnie w poczuciu, że skoro niczego mu nie wolno, jedynym sposobem jest ucieczka do innego świata.
Anna Kozłowska